Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 
Francja, Lazurowe Wybrzeże: Nicea i okolice
poniedziałek, 20 sierpnia 2012 22:13
Irmina Szadkowska-Filipowicz   

Lazurowe_Wybrzeze 171 

Od Nicei do Nicei czyli nasz skrawek europejskiej ziemi…

Nigdy bym nie przypuściła, że francuskie miasto zyska miano „naszego skrawka europejskiej ziemi”… Nie to, żebym miała coś do Francji jako takiej, ale zerkając na naszą listę krajów do odwiedzenia, jak również już „zaliczonych”, Francja nie wysuwała się nigdy na prowadzenie. Gdyby nie Disneyland w Paryżu, być może do dziś byśmy do niej nie przyjechali…

Do Nicei trafiliśmy z polecenia. Oczywiście nie trzeba się zawsze sugerować czyjąś opinią, najlepiej iść za własną intuicją, ale w tym przypadku rekomendacja była całkowicie trafiona. Zaufaliśmy i…zakochaliśmy się!

Nicea w naszym odczuciu ma wszystko to, co jest potrzebne zmęczonemu człowiekowi do odreagowania, wypoczęcia i naładowaniu akumulatorów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że każdy jest w stanie znaleźć tu coś dla siebie.

Byliśmy w Nicei już dwa razy. I na pewno jeszcze do niej wrócimy. A oto dlaczego…

Lazurowe_Wybrzeze 027Jeszcze nie wylądowaliśmy, a już widok z okna samolotu zapierał dech w piersiach. Wiedzieliśmy, że jest dobrze. Lotnisko umiejscowione prawie w mieście (wylegując się na plaży, można liczyć startujące samoloty…), nie trzeba więc dużo płacić za taksówkę (można również skorzystać ze specjalnego transferu autobusowego, dobrze skomunikowanego z centrum miasta. My przetestowaliśmy i taksówkę, i autobus. Oba środki transportu godne polecenia). Szybko dostaliśmy się do hotelu w sercu Nicei, rozpakowaliśmy i czym prędzej pobiegliśmy na poszukiwanie jedzenia! Jako, że głód był wielki, chwyciliśmy francuskie bagietki i paradowaliśmy z nimi na powitanie morza. Już dawno suche bułki nie smakowały tak bardzo… Delektowaliśmy się zarówno pieczywem, jak i boskim zapachem WAKACJI! Czuliśmy przedsmak przygody…

 

Lazurowe_Wybrzeze 097Dzień 1.

Nicea. Zaczęliśmy poranek od odwiedzenia targu z owocami, kwiatami i ziołami prowansalskimi na Cours Saley. Widok świeżych produktów obudzi głód nawet najedzonego! Nie sposób było nie kupić pękatej gruszki i koszyka czerwonych czereśni.

Dalej udaliśmy się w gęste zaułki starego miasta (Vieux Nice). Są urokliwe i romantyczne. Co chwila napotyka się na klimatyczną kawiarenkę, galerię czy butik z pamiątkami. Nie można przejść obojętnie obok lodziarni (lody są tak pyszne jak we Włoszech!). O klienta biją się także lokalne restauracje – różnią się wystrojem, ale łączy ich jedno, najważniejsze, pyszne jedzenie! (uwaga – mówi to wybredny niejadek!)

Popołudnie aż do wieczora polecam spędziliśmy spacerując słynną promenadą des Anglais. Liczy ona 6 km długości i rozpościera się z niej przepiękny widok, z jednej strony na lazurową riwierę, a z drugiej na Wzgórze Zamkowe (Colline du Chateau) oraz wspaniałe, nadmorskie rezydencje. Zmęczony podróżnik może w każdej chwili przysiąść na ławkach, rytmicznie rozmieszczonych na całej długości deptaku. Chętni, mogą wypożyczyć sobie rowery czy nawet rolki.

IMG_3519Dzień 2.

Być w Nicei i nie zasmakować kąpieli słonecznej nad krystalicznie niebieskim morzem? Grzech! Nawet amatorzy aktywnego spędzania czasu, powinni poświęcić chociaż z pół dnia na taki leniwy relaks. Zresztą, pomyślcie, że to dla zdrowia – by uzupełnić niedobór witaminy D, tak niezbędnej do życia. Jeden minus, do którego trzeba się przyzwyczaić, to kamieniste plaże. Wylegiwanie się na ręczniku przypomina trochę chiński masaż pleców… Ale już grubszy koc czy karimata niwelują problem. Przynajmniej nie przykleja się do mokrego ciała piasek :) Oczywiście nie brakuje nad morzem „ogródków” z wypożyczalniami leżaków. Niestety ich koszt to ok.14 Euro za cały dzień (można wychodzić i wracać) za 2 leżaki ze stolikiem i parasolem.

Plażowanie wzmaga głód. Czas na obiado-kolację. Oczywiście w jednej z restauracji starej Nicei. Po posiłku, spacer w głąb nowszej części miasta. Najważniejszą ulicą handlową jest avenue Jean Medecin, przy której znajdują się duże domy towarowe oraz markowe butiki. Bardzo przyjemnie się tam przechadzać, zwłaszcza mając zbędnych kilka…Euro :) Można tam spędzić kilka godzin, nawet bez wchodzenia do sklepów.

Lazurowe_Wybrzeze 182Dzień 3.

Czas na ciut ambitniejszy spacer, zwłaszcza z wózkiem i niechętnie siedzącym w nim, dzieckiem, mianowicie na wejście na wspomniane już, Wzgórze Zamkowe (Colline du Chateau). Droga na górę wiedzie promenadą des Anglaise. Wejście na „szczyt” nie jest trudne, a panoramę wybrzeża widać dokładnie. Przepięknie! Z jednej strony morze, plaża, grzbiety kamienic. Z drugiej zatoka (Baie des Anges), a w niej port z eleganckimi jachtami. My kupiliśmy lody i zasiedliśmy na ławce podziwiając krajobraz.

Po krótkim lenistwie, zeszliśmy do portu. Nie jest on bardzo tłoczny, turyści chyba nie zapuszczają się zbyt często w tamte strony. Jeśli więc ktoś ma ochotę na odrobinę wyciszenia, to miejsce powinno spełnić oczekiwania.

**

Nie wspominałam o żadnych zabytkach Nicei, gdyż cała Nicea jest jednym, wielkim zabytkiem. Nawet centrum miasta, bogate jest w przepiękne budynki w starym stylu. Ale tak, jak można przemilczeć wątek zabytków, tak nie uchodzi nie wspomnieć o licznych galeriach. Co ciekawe, Nicea jest drugim po Paryżu miastem, co do ilości galerii i muzeów we Francji! Jest kilka razy mniejsza od Paryża, a mieści w sobie ogromne bogactwo artystyczne. Do najważniejszych należą: Musee des Beat-Arts (wystawia prace z okresu od XVII do XX w.); Musee d’art. Moderne et d’art. Contemporain (dzieła awangardy francuskiej i amerykańskiej lat 60.XXw); galerie Matisse’a i Chagalla, gdyż obaj artyści mieszkali w Nicei i pozostawili po sobie potężne kolekcje dzieł.

To namiastka kulturalnej propozycji… Głód rośnie w trakcie jedzenia. W Nicei można się najeść do syta…

cannesDzień 4.

Wybraliśmy się na wycieczkę pociągiem do słynnego, znanego z festiwalu filmowego, Cannes. Wyprawa do sąsiednich miast i mieścinek jest dziecinnie prosta, gdyż pociągi odjeżdżają średnio co 20 minut.

Na Cannes przeznaczyliśmy jeden dzień. I naszym zdaniem tyle w zupełności wystarczy. Miasto przypomina wielkie centrum handlowe i to bardzo wyrafinowane. Równe, wybrukowane uliczki, bogate wystawy sklepowe, eleganckie restauracje i kawiarnie. Trochę jak na Rodeo Dr w Beverly Hills. Oczywiście warto tego wszystkiego zasmakować, nie pomijając słynnych „czerwonych schodów”!

Rada: nie wybierajcie się do Cannes tuż po festiwalu filmowym, gdyż miasto jest wtedy niemal wymarłe a plaże są jednym, wielkim placem budowy. Zamiast kawiarnianych ogródków, zastaniecie buldożery i spychacze… My mieliśmy pecha.

corDzień 5.

Nicea powitała nas, jak co dzień, piękną pogodą. Po powrocie z Cannes, miasteczko zyskało jeszcze więcej uroku i ciepłego klimatu. Ze smakiem zjedliśmy hotelowe śniadanko i wyruszyliśmy na podbój kolejnej, tym razem sporo mniejszej, mieścinki: Eze. W przewodnikach przedstawiono Eze jako: m.in.„romantyczne, usadowione na szczycie klifów wysoko nad riwierą(…)”. Tyle nam wystarczyło wiedzieć, by chcieć tam się dostać! Niestety proza życia… wózek nie chciał tak wysoko wjechać… Dojechaliśmy (pchając pod górę po coraz węższej, krętej ścieżynce) do połowy trasy i musieliśmy zawrócić… Cóż, Eze zwiedzimy następnym razem. Humoru sobie nie daliśmy zepsuć. Szybko wróciliśmy do pociągu i przemieściliśmy się do sąsiedniego Les Corniches. I to był strzał w dziesiątkę! Trafiliśmy bowiem do bardzo przytulnej wioski rybackiej. Położonej oczywiście nad malowniczym Lazurem, z kolorowymi budynkami umiejscowionymi na skalistych pagórkach, ze skromnym deptakiem i malutkim ryneczkiem. Prawie nie było turystów, a nawet nie dostrzegliśmy zbyt wielu mieszkańców… Za to znaleźliśmy ciszę, przepyszną pizzę oraz mnóstwo schodów (których większość pokonaliśmy, mimo wózka…) wśród krętych uliczek i barwnych kamienic.

Po takim dniu wieczór trzeba spędzić na nicejskiej plaży. Zachód słońca z palmami w tle… widok warty zapamiętania.

monakoDzień 6.

Kto śledził losy Roberta Kubicy, nie przepuści okazji przespacerowania się trasą wyścigów Gand Prix Formuły 1 w Monte-Carlo. Widzieliśmy tor Roberta w Kanadzie, musieliśmy postawić stopę i w Monako. Uliczki robią wrażenie! Są bardzo wąskie, kręte i strome. Sam spacer nie jest prostą sprawą, a co mówić taki wyścig…

Architektonicznie Monako różni się od innych miejscowości na Lazurowym Wybrzeżu. Kojarzy się trochę z amerykańskim Miami wciśniętym między strome wzgórza. Budynki są ogromne, wielopiętrowe, w jasnym kolorze. Większość to bogate apartamenty znanych osobistości, a port to galeria potężnych, ekskluzywnych jachtów, na których nocami odbywaj się celebryckie imprezy. Monako bowiem jest skupiskiem gwiazd i znanych osób. Każdy chce być obywatelem tego miasta-państwa. Wg przewodnika Pascala, „w ciągu ostatnich 15 lat wniosek o przyznanie obywatelstwa Monako złożyło aż 4 tyś.osób, w tym znany projektant mody Karl Lagerfeld, tenisistka Steffi Graf, kierowca formuły 1 Alain Prost, modelka Claudia Schiffer i pod koniec swojego życia tenor Lucioano Pavarotti.”

Oczywiście Monako posiada elementy swojej rodzimej, prowansalskiej natury: jest i starówka i zamek (Palas Princier) wznoszące się na Skale, ale nie ma co się okłamywać, z tego Monako nie słynie.

Na koniec atrakcja specjalna – najsłynniejsze na świecie kasyno w Monte Carlo (Casino de Monte-Carlo). Ogromna, monumentalna budowla, zdobiona w marmury, złoto i kryształowe żyrandole. Nie trzeba wchodzić do samego kasyna, by się zachwycić tym widokiem.

Czy podobało nam się Monako? Nie wiem. Na pewno warto je zobaczyć na własne oczy, ale raczej nie jest to miejsce, do którego chce się powracać.

merlDzień 7.

Jako, że od kilku dni podróżujemy pociągami, weszło nam to w nawyk. Na koniec wyjazdu wyruszyliśmy na podbój parku rozrywki Marineland! Delfinarium, a dokładniej wodnego ZOO. Jest to bardzo przyjemna, rodzinna rozrywka. Podziwialiśmy akrobacje orek, żółwi, pingwinów… Podobno był nawet niedźwiedź, ale nie udało nam się go dostrzec. Miejsce godne polecenia, ale głównie dla dzieci. Wycieczka zajmuje około 30 minut z Nicei.

W sezonie letnim dostępne są jeszcze 3 inne parki: wodny „Aquasplash”, mini polo golfowe dla dzieci „Adventure Golf” oraz Dziki Zachód „Far West”.

I tym miłym akcentem doszliśmy do końca naszej podróży… Ku pociesze - nie pierwszej i nie ostatniejJ

Jakie wnioski?

Jeśli widok palm, czarujących uliczek starego miasta pachnących świeżymi bagietkami oraz woda w morzu koloru najpiękniejszych, błękitnych oczu, komuś mogłaby poprawić humor, niech już dziś rezerwuje bilety do francuskiej Nicei! Kto wie, może się tam spotkamy?

Lazurowe_Wybrzeze 276nicea6051

Lazurowe_Wybrzeze 133Lazurowe_Wybrzeze 199

PS. Powyższą propozycję zwiedzania Nicei i okolic oparliśmy na kompilacji naszych dwóch wycieczkach.

 

Czytaj także:

Francja, Hawr

Francja, Paryż

Francja, Paryż z dzieckiem

Francja, EuroDidneyland i Walt Disney Studios Park

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz: